JULIA
Nareszcie skończyliśmy czytać pamiętnik.
Dowiedzieliśmy się , że :
- zostaliśmy zainfekowani tym samym wirusem, co ta mała dziewczynka
- ten wirus jest nieuleczalny i może mieć skutki uboczne ; można go wyleczyć, ale tylko dzięki maszynie(takiej specjalnej!!) którą potrafi zbudować tylko jeden człowiek na świecie - jaki? Tego nikt nie wie. I to chyba tyle. Aha, jeszcze jedno :
- ten doktor okazał się być dziadkiem Marcosa! Zaskoczeni? My też byliśmy zaskoczeni, chyba bardziej niż wy.
- Elsa? - zapytał Marcos, wchodząc do gabinetu dyrektorki.
- Proszę, wejdź. - odpowiedziała Elsa.
Do gabinetu weszli : Marcos z Caroliną i Ivan ze mną.
- Coś się stało? - zapytała Elsa.
Marcos podszedł do biurka i rzucił na nie zeszyt.
- To! - powiedział.
Elsa spojrzała na zeszyt i odezwała się :
- Co to jest? Skąd to macie?
Marcos i Ivan usiedli na przeciwko Elsy i Marcos się odezwał :
- To - wskazał na pamiętnik - znaleźliśmy przez przypadek w... - kiedy chciał powiedzieć, gdzie to znaleźli, Ivan kopnął go w kolano, a ja odchrząknęłam.
- Po prostu wypadło nam z szafy. - odezwała się Carolina.
- No, a co ja mam z tym zrobić? - zapytała Elsa.
- Elsa, tam jest napisane jak można nas wyleczyć. - powiedziała Carolina.
- Co?!
- No tak. - odpowiedziałam i otworzyłam na stronie gdzie było wszystko napisane. - Popatrz, tu jest pokazana maszyna, która potrafi całkowicie wyleczyć tego pieprzonego wirusa, cała instrukcja jak ją zrobić , co włączyć...
Przerwał mi w połowie zdania Ivan :
- Ale jest jeden problem... Jak przeczytaliśmy... Na świecie jest tylko jeden człowiek, co potrafi to zrobić...
- Niejaki... Max Lebov. - odezwał się Marcos.
- Matko! I to wszystko jest tutaj napisane? - zdziwiła się Elsa.
- Jest jeszcze więcej, ale pomyśleliśmy, że to się przyda najbardziej. - powiedziałam .
- Dziewczyny. - zwróciła się do nas Elsa. - Lećcie szybko po Amelię, Lucię, Rebecę i Alicię. Musimy im to wszystko powiedzieć i trzeba działać jak najszybciej.
- Jasne. Już lecimy. - odpowiedziałyśmy z Caroliną i szybko pobiegłyśmy po dziewczyny.
**
Kiedy pobiegłyśmy po dziewczyny w 5 minut byłyśmy już w gabinecie Elsy. Wytłumaczyłyśmy im to wszystko a one były strasznie zdziwione, że można nas wyleczyć.
Najmniej zdziwiona była Lucia. Kiedy Elsa to zauważyła od razu zapytała :
- Lucia, co się stało?
- Słucham? - zapytała zamyślona Lucia.
- Pytałam czy wszystko w porządku. - powtórzyła Elsa.
- Tak. Po prostu nie mogę uwierzyć, że to prawda...
- Czyli ty o wszystkim wiedziałaś?! - wykrzyknął Ivan z Marcosem równocześnie.
- Nie denerwujcie się. - uspokoiła ich Lucia. - Tak, wiedziałam o tej maszynie i że można nią całkowicie wyleczyć wirusa. Ale nigdy nie widziałam tej maszyny...
- A ten człowiek? Max Lebov? Znasz go? - odezwała się Rebeca.
- Nie... W zasadzie nie do końca... Widziałam go może raz w życiu, był w laboratorium w którym pracowałam. A w zasadzie to przebywał w pomieszczeniu gdzie mógł spokojnie tworzyć tą maszynę. Były tam wszystkie części do tej maszyny.
- A pamiętasz gdzie było to pomieszczenie? - zapytała Alicia.
- To pomieszczenie było w tym laboratorium gdzie ja "pracowałam", ale w innym miejscu. A tak w ogóle, laboratorium znajduje się pod... Internatem!
- Co?! - wykrzyknęli wszyscy obecni.
- Tak. Tylko teraz, po tym wybuchu, trudno będzie tam się dostać.
- Ale przecież my możemy tam zejść bez problemu - odezwał się Marcos.
- Bez problemu? Chyba zapomniałeś, że w podziemiach wszystko zostało zawalone. - odezwała się Amelia.
- Pamiętam o tym. Ostatnio pracowaliśmy z Ivanem przy odgruzowywaniu i wiemy jak tam dojść.
- Ty z resztą też powinnaś wiedzieć gdzie to jest, prawda?! - krzyknął wzburzony tą sytuacją Ivan.
- Ivan, uspokój się. - odciągnęłam go razem z Caroliną od Amelii.
Po chwili namysłu Elsa powiedziała :
- Marcos, na razie nie ma mowy żebyście schodzili do podziemi, jest duże prawdopodobieństwo kolejnego osunięcia.
- Ale Elsa...
- Nie, nigdzie nie schodzicie ! - powiedziała stanowczo Elsa. - Jestem za Was odpowiedzialna i jeżeli coś Wam się stanie to będzie to mój problem.
Rebeca widząc Marcosa zawiedzionego odezwała się :
- Elsa, bez przesady. Aż tak dużego prawdopodobieństwa nie ma, ale jeżeli zejdzie z nimi ktoś dorosły albo zejdą większą grupą to będzie lepiej.
- Ja to popieram. - odezwała się Alicia.
- No dobrze... Ale kto by zszedł z Wami?
- Ja, Amelia i Martin na pewno nie, bo teraz mamy zmianę. Ale mogłaby zejść Alicia i Fermin, bo on zna te podziemia jak własną kieszeń.
Alicia pokiwała głową na znak, że nie ma nic przeciwko. Kiedy Elsa to zauważyła, zakomunikowała :
- Dobrze, nie mam nic przeciwko waszemu zejściu, ale tylko i wyłącznie pod opieką Fermina i Alicii, zrozumiano?
- Tak jest, pani dyrektor. - odpowiedzieliśmy z uśmiechem na ustach.
- No, to teraz zamykać mi z oczu i idźcie z Lucią do gabinetu po lekarstwo.
- A ten człowiek? Max Lebov? Znasz go? - odezwała się Rebeca.
- Nie... W zasadzie nie do końca... Widziałam go może raz w życiu, był w laboratorium w którym pracowałam. A w zasadzie to przebywał w pomieszczeniu gdzie mógł spokojnie tworzyć tą maszynę. Były tam wszystkie części do tej maszyny.
- A pamiętasz gdzie było to pomieszczenie? - zapytała Alicia.
- To pomieszczenie było w tym laboratorium gdzie ja "pracowałam", ale w innym miejscu. A tak w ogóle, laboratorium znajduje się pod... Internatem!
- Co?! - wykrzyknęli wszyscy obecni.
- Tak. Tylko teraz, po tym wybuchu, trudno będzie tam się dostać.
- Ale przecież my możemy tam zejść bez problemu - odezwał się Marcos.
- Bez problemu? Chyba zapomniałeś, że w podziemiach wszystko zostało zawalone. - odezwała się Amelia.
- Pamiętam o tym. Ostatnio pracowaliśmy z Ivanem przy odgruzowywaniu i wiemy jak tam dojść.
- Ty z resztą też powinnaś wiedzieć gdzie to jest, prawda?! - krzyknął wzburzony tą sytuacją Ivan.
- Ivan, uspokój się. - odciągnęłam go razem z Caroliną od Amelii.
Po chwili namysłu Elsa powiedziała :
- Marcos, na razie nie ma mowy żebyście schodzili do podziemi, jest duże prawdopodobieństwo kolejnego osunięcia.
- Ale Elsa...
- Nie, nigdzie nie schodzicie ! - powiedziała stanowczo Elsa. - Jestem za Was odpowiedzialna i jeżeli coś Wam się stanie to będzie to mój problem.
Rebeca widząc Marcosa zawiedzionego odezwała się :
- Elsa, bez przesady. Aż tak dużego prawdopodobieństwa nie ma, ale jeżeli zejdzie z nimi ktoś dorosły albo zejdą większą grupą to będzie lepiej.
- Ja to popieram. - odezwała się Alicia.
- No dobrze... Ale kto by zszedł z Wami?
- Ja, Amelia i Martin na pewno nie, bo teraz mamy zmianę. Ale mogłaby zejść Alicia i Fermin, bo on zna te podziemia jak własną kieszeń.
Alicia pokiwała głową na znak, że nie ma nic przeciwko. Kiedy Elsa to zauważyła, zakomunikowała :
- Dobrze, nie mam nic przeciwko waszemu zejściu, ale tylko i wyłącznie pod opieką Fermina i Alicii, zrozumiano?
- Tak jest, pani dyrektor. - odpowiedzieliśmy z uśmiechem na ustach.
- No, to teraz zamykać mi z oczu i idźcie z Lucią do gabinetu po lekarstwo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz